niedziela, 6 stycznia 2013

focaccia. bo doskonałość tkwi w prostocie.

Jest zbyt ciemno, żebym mogła robić zadowalające zdjęcia, ale nawet to nie powstrzyma mnie przed udokumentowaniem mojej pierwszej focacci :) Przepysznej.

Ciasto:
mąka pszenna razowa i tortowa w równej ilości
ciepła woda
świeże drożdże
olej od suszonych pomidorów
sól
zioła prowansalskie
grubo utłuczony pieprz

Dodatki:
pomidorki koktajlowe
suszone pomidory
czarne oliwki
kapary
ostra zielona papryczka
świeży rozmaryn


Ciasto rosło ponad godzinę, później połowę przełożyłam na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i uformowałam odpowiedni kształt. Ułożyłam dodatki, po czym skropiłam focaccię oliwą z oliwek i wstawiłam ją do rozgrzanego piekarnika na jakieś 15-20 minut. 
Spróbowałam - wyszła chrupiąca i obłędnie rozmarynowa - po czym odstawiłam ją, żeby ostygła. Później pokroiłam ją na mniejsze kawałki, które natychmiast powędrowały do lunchboxa - jutro będzie piękny dzień! 


A żeby nie torturować się widokiem i (zwłaszcza!) zapachem jutrzejszego uczelnianego obiadu, z drugiej połowy ciasta zrobiłam pizzę, która upiekła się razem z focaccią. Oprócz wymienionych wyżej dodatków, na pizzy znalazł się surowy, przeciśnięty przez praskę czosnek, przesmażone pieczarki, szynka dojrzewająca, trochę mozzarelli i świeżo starty ser pecorino. Po upieczeniu dodałam też świeżą bazylię. Jadłam powoli, z każdym kęsem coraz bardziej przekonując się, że trzeba było zrobić dwa razy więcej ;) Całe szczęście, że niedługo znów weekend.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz